Siedząc w domu nie potrafię uzmysłowić sobie tego, że żyję w czasie teraźniejszym. Nie potrafię również po prostu wziąć siebie w ręce i wepchnąć na ostatnią kartkę mojego brudnopisu, który sam pisze swoją historię. Wstałam z łóżka z uczuciem kaca duchowego, podeszłam do okna, przyjrzałam się wszystkiemu dokładnie i gorzko zapłakałam. Codzień to samo, codzień w tej samej ilości, oszaleć można. Człowiek kręci się wokół jednej sprawy, która dała mu najwięcej cierpienia i kręci się, i kręci. I nie potrafi odejść. Siadłam na podłodze, rękami objęłam kolana i przytuliłam je do siebie. Zaczęłam zastanawiać się, od którego momentu mogę o sobie powiedzieć, że jestem masochistką, a do którego po prostu cierpiącą zmorą. Nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Pewnie dlatego, że taka granica nigdy nie istniała, co najwyżej w mojej głowie- po to tylko, żeby się usprawiedliwić. Idiotka. Położyłam dłonie na ścianie i do dzisiaj nie potrafię określić celu tego zabiegu. Ja się wypaliłam kochanie. Ja się zwyczajnie wypalilam, jak ta szluga, która zaczyna już parzyć mnie w palce. Boli mnie każdy najmniejszy atom w ciele. Każdy neuron, synapsa, każdy dendryt i ... i coś, czego w moim ciele nie ma. Wstanę, pójdę może pod prysznic. Jeżeli nie potrafię sama usunąć tego ze swojego ciała- może woda to zmyje. Zaiste gdybym usunęła to sama- pewnie już bym nie żyła, natura bywa okrutna.
klik
sobota, 6 listopada 2010
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Dzis mniej romantycznie. Zamieszczam oto ten hieroglif, ktory naszkicowali mi homoseksualisci (geje i lesbijka- jedna, troche sie jej boje, wracam pozniej do domu. Geje sa spoko- mowia do mnie 'haja!' ;d) na monitorze laktoka. Jak mi ktos powie, co to jest- bedzie moim miszczem. Generalnie jeszcze tylko nieduzo i jeszcze tylko tak malo tutaj bede, ze az jestem z tego powodu szczesliwa. Ostatnio rozkminilam fajko-gandzie Mukesha. Czaicie, ze typ pali tyton zawiniety w wysuszony lisc i zwiazany rozowym nitkiem? :P ekstra. Poza tym- tu mala rewelacja dla palaczy tytoniu-
'P: So, Mukesh, my dear friend! Tell me how many cigarettes is normally in your pack?
M: 45.
P: What?!
M: 35.
P: Mukesh...
M: 25.
S: I told you... he just has no idea, how many cigarettes is exactly inside. Fucking indian gandzia... You pay for that shit 1pound and you have 45/35 or 25 cigarettes. Fucking indian cigarettes, fucking surprise. Mukesh, fuck, stop smoke this! It smells like grass, Mukesh!
M: Bzz...'
mam nadzieje, ze zadnego powaznego byka tu nie ma, moj angielski sie zweryfikowal jak tu przyjechalam. Na poczatku okropnie wkurzalo mnie to, ze jak typiary mowia 'I eat breakfast tomorrow', to je kazdy rozumie, ze one zjedza jutro sniadanie, bo dzis nie mialy czasu, ale jak ja powiem 'I will eat my breakfast tomorrow', to kazdy 'sorry?'. Ale teraz, to mi to lata.
No, to macie hieroglif:
'P: So, Mukesh, my dear friend! Tell me how many cigarettes is normally in your pack?
M: 45.
P: What?!
M: 35.
P: Mukesh...
M: 25.
S: I told you... he just has no idea, how many cigarettes is exactly inside. Fucking indian gandzia... You pay for that shit 1pound and you have 45/35 or 25 cigarettes. Fucking indian cigarettes, fucking surprise. Mukesh, fuck, stop smoke this! It smells like grass, Mukesh!
M: Bzz...'
mam nadzieje, ze zadnego powaznego byka tu nie ma, moj angielski sie zweryfikowal jak tu przyjechalam. Na poczatku okropnie wkurzalo mnie to, ze jak typiary mowia 'I eat breakfast tomorrow', to je kazdy rozumie, ze one zjedza jutro sniadanie, bo dzis nie mialy czasu, ale jak ja powiem 'I will eat my breakfast tomorrow', to kazdy 'sorry?'. Ale teraz, to mi to lata.
No, to macie hieroglif:
papa, trzymajcie sie cieplo. I czekajcie na mnie i tesknijcie i zrobcie mi watrobke z dwoma kilogramami cebuli! Buzi! :*
niedziela, 8 sierpnia 2010
Tak bardzo mi Ciebie brakuje. I wiem, że kiedy wrócę do tego mojego wytęsknionego domu, to Ciebie tam nie będzie. Z mojej winy Ciebie tam nie będzie. Mogłam nie jechać, ach. Same problemy a Twoje odejście największym. Najbardziej chciałabym przytulić się do Twojej mięciutkiej sierści i powiedzieć sobie, że Ty jedna aż tak bardzo mnie rozumiesz i aż tak bardzo będziesz przy mnie trwać. Pomyliłam się dalece w swoich przemyśleniach. Może nie dalece. Trwasz przy mnie, ale tylko w moim serduszku. Dużo bólu kosztowała Cię tęsknota za mną, zapłaciłaś zbyt dużą cenę. Gdyby nie plotki o Waszym niemaniu uczuć- nie zostawiłabym Cię. Nigdy bym nawet nie pomyślała, że możesz tęsknić, że możesz przez to tak bardzo cierpieć. Ja też za Tobą tęsknię, mała kruszynko. Za Twoim wylegiwaniem się na klawiaturze, za Twoim przeszkadzaniem mi w obróbce zdjęć (wtedy zawsze dostawałaś największej miłości, tak), Twoim szczypaniem mnie w ramię, Twoim cichutkim popiskiwaniem, i szaleństwem na widok pełnej miseczki. Kocham Cię i zawsze będę o Tobie pamiętać.
niedziela, 25 lipca 2010
...
Na zdjęciu śliczna Ania.
Bardzo chciałabym mieć przy sobie Twoje ciepłe dłonie, iskrzące oczy i rozpaplane usta, jednym oddechem budzące mnie do życia. Przez tyle nocy już zasypiam przy Tobie, do twarzy Ci ze mną. Całą noc liczę sekundy spędzone z Tobą, żeby nie uronić ani jednej. Przytulona do Twojej szyi opowiadam Ci, jak ciężko mi było, kiedy nie spałeś obok mnie, jak ciężko było znieść tą pustkę, którą każdy jeden próbował wypełnić, jak ciężko było za każdym razem słuchać, że... że nie jest Tobą, że ma inne imię, nazwisko, a przede wszystkim, że nie ma w sobie nawet kawałka Twojego serca. I całą noc nie śpię, żeby Cię nie stracić i całą noc nasłuchuję, czy ktoś przypadkiem nie chce mi Ciebie ukraść. I nie przysypiam nawet na chwilę, ale gdy rano wyrywam się z amoku- nie czuję na sobie Twojego dotyku, ani wzroku, ani oddechu nawet nie czuję. Lęk mnie ogarnia- poszedłeś, nie pożegnałeś się? Nie pocałowałeś we włosy, czoło i policzki? Gdzie poszedłeś? Co robisz? O czym myślisz? Z kim jesteś? Myślami, ciałem, cholera wie, czym jeszcze. Targa mną frustracja, gniew, irytacja. Taka jestem gnuśna, taka jestem nieznośna, jak mały dzieciak. Ale za chwilę coś każe mi się uspokoić. Przyjdziesz i tej nocy. Przychodzisz każdej, tylko po to, żeby mnie nad ranem opuścić. A więc budzę się, wstaję, idę do pracy i wracam- do pustego domu- do Ciebie. Kocham Cię, to już tak długo, za długo...
sobota, 29 maja 2010
sobota, 20 marca 2010
'''
wtorek, 9 marca 2010
JAAAA! Będę miała kociuszka, kociuszka, kociaaacha! Konkretniej kociucha Norweskiego Leśnego. Taka jestem szczęśliwa, że nawet nikt nie wie, oj nikt.
A tak generalnie, to mnie na swój sposób intrygujesz. Jesteś strasznie prymitywny, sprowadzasz wszystko do najprostszego niewerbalnego przekazu emocji. Nie, żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, bo nawet mnie to pociąga w Tobie. No i ten dodatek, mmm...
P.S. Mówiłam już, że moim fetyszem są męskie bródki?
poniedziałek, 8 marca 2010
...
Witam, czytelnicy. (ten zwrot tyczy się raczej tylko i wyłącznie ramek blogspota.)
Dziś Dzień Kobiet i z tego miejsca chcę Wam kobietki życzyć wszystkiego, co dla Was najlepsze. Nie umiem składać życzeń, no i tak jakoś wyszło. Zdziwił mnie dziś bardzo stopień zachamienia polskich facetów. Żaden nie przepuścił w drzwiach, tylko kilku spośród tylu złożyło życzenia i tak dalej, a nawet powiem szczerze- zdawało mi się, że wykazali się dziś jeszcze większym obskurantyzmem, niż na codzień. Może to tylko moje subiektywne odczucie, często zwracam uwagę na nawet najmniejsze anomalia w zachowaniu. Ale nie zmienia to przerażającego faktu, że te anomalia nie były odchylone w dobrą stronę. Doba nowoczesności, pupy, gęby i łydki, Gombrowicz znowu się nie mylił.
Tak poza tym, to wreszcie pozbyłam się brzemienia, które na mnie od dłuższego czasu spoczywało, mianowicie była to stojąca w miejscu znajomość. Na przyszłość będę wiedziała, że takie sprawy kończy się znacznie szybciej. Zbyt kulturalna ta notka. Zupełnie nie w moim stylu. Wynika to tylko i wyłącznie z tego, że ostatnio jestem spokojna, aż nadto. Ciekawe, na jak długo...
Dziś Dzień Kobiet i z tego miejsca chcę Wam kobietki życzyć wszystkiego, co dla Was najlepsze. Nie umiem składać życzeń, no i tak jakoś wyszło. Zdziwił mnie dziś bardzo stopień zachamienia polskich facetów. Żaden nie przepuścił w drzwiach, tylko kilku spośród tylu złożyło życzenia i tak dalej, a nawet powiem szczerze- zdawało mi się, że wykazali się dziś jeszcze większym obskurantyzmem, niż na codzień. Może to tylko moje subiektywne odczucie, często zwracam uwagę na nawet najmniejsze anomalia w zachowaniu. Ale nie zmienia to przerażającego faktu, że te anomalia nie były odchylone w dobrą stronę. Doba nowoczesności, pupy, gęby i łydki, Gombrowicz znowu się nie mylił.
Tak poza tym, to wreszcie pozbyłam się brzemienia, które na mnie od dłuższego czasu spoczywało, mianowicie była to stojąca w miejscu znajomość. Na przyszłość będę wiedziała, że takie sprawy kończy się znacznie szybciej. Zbyt kulturalna ta notka. Zupełnie nie w moim stylu. Wynika to tylko i wyłącznie z tego, że ostatnio jestem spokojna, aż nadto. Ciekawe, na jak długo...
niedziela, 7 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





