Będąc z Tobą, przez cały ten czas... ja Ciebie usprawiedliwiałam. Ja Ciebie usprawiedliwiałam, bo kochałam. I każdy powiedział, każdy, każdy i ze stu ich było, że nie powinnam z Tobą być. Że skoro raz zrobiłeś mi krzywdę, to skrzywdzisz znowu. I tak było. Za każdym razem. I za każdym razem wybaczałam, bo podobno głupia jestem, bo młoda podobno. Za każdym razem ten sam argument. Tak naprawdę- brak argumentu. To Twoja karta. To Twój as, którym tak się szczycisz. Och, jaki pusty. Jaki bez znaczenia. I za każdym razem to widziałam.
Serce wszakże znane jest z głupoty, moje jakoś szczególnie. Każdy się mylił, każdy chciał źle, może zazdro... może zazdrościł? Jak to ohydnie brzmiało. A ja już sama, skołowana,
- Zostaw go
Sama nie wiem, co robić,
- Odejdź od niego
Kręcę się, jak gówno w przeręblu,
- Nie powinnaś z nim być
Chrzańcie się.
A teraz dostałam. Pięknie dostałam. Po ryju dostałam pięknie, sowicie, SOWICIE. Teraz akurat.
Nie umiałam nawet przemówić do Ciebie racjonalnymi argumentami, od razu obrzuciłeś mnie złością, gniewem, agresją. Od razu, bo podobno głupia jestem, bo młoda podobno. Pomimo, że ... że koń, jaki jest? Każdy widzi. Ale nie. Ty widziałeś tam małpkę. Może... może w sumie, nie, nie widziałeś. Chciałeś mi wmówić, że widziałeś.
I nawet te głupie gwiazdy. Co ja widzę? Gwiazdy, które miały dla mnie być, moimi miały być, o mnie, ja na nich siedziałam. Podobno.
Podobno.
Bo ona, za mną, miny stroiła. A Ty leć. Leć, boś Ty głupi.
I nigdy nie usłyszałam, że Ci mnie brakuje. Nigdy nie odczułam tego nawet. Nawet, jak się całą wieczność nie widzieliśmy. A ona o tym wie. Wiedziała. Bo wszystko nade mną, w tej jebanej hierarchii, smoków, elfów, księżniczek, druidów, portali randkowych, społecznościowych, WSZYSTKO nade mną. Na samym końcu, ja, szara. Nie mała, ale w swojej wielkości jak bardzo bezkształtna. Jak bardzo nijaka. Jak bardzo taka, której nie kochasz. Nie kochałeś. I bez skrupułów oszukaleś. Bo... bo podobno głupia jestem, bo młoda podobno.
Ja wolę tak, niż w ramionach innych. Ja wolę w tej formie, wyżalić się, uwolnić poglądy i może... może ktoś z czytelników wysłucha i pocieszy, skoro Ty nie potrafiłeś.
Żegnam Was, wszystkich. Na dziś wystarczy, ale będę regularna. Coś we mnie pękło dziś i dziś dowiedziałam się, kim tak naprawdę jestem, na czym mi zależy, na czym już... niestety... nie.
Puszczam wolno. Kocham, to puszczam. Leć. Nie masz duszy takiej, charakteru takiego, żeby być wiernym. Ja rozumiem. I pozwalam Ci odejść. Żebyś się, żebyś... Żebyś się już więcej męczyć nie musiał.
Dobranoc, bambaryłki.
Drapię tego kota po uchu, a on i tak gryzie. SSssssuka. ;)
poniedziałek, 20 lutego 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz