Dorarło do mnie przed chwilą, że to już ostatecznie. Cóż. Trzeba wytrzeć rozmazany makijaż i wziąć do ręki jakiś alkohol. Tyle myśli kłębi mi się w głowie... i jak nigdy nie byłeś, tak... tak i nie jesteś osobą, która da mi wsparcie. Muszę się rozliczyć, żeby z czystym sercem zamknąć ten przykry dla mnie rozdział.
Były momenty szczęścia. Wiele ich było. Nie wiem absolutnie, z czego wynikały. Było mi po prostu dobrze. Były momenty, w których dziękowałam przeznaczeniu, że pchnęło Cię na moją drogę, że wykrzykiwałam jak bardzo Cię kocham i jak to nie będę potrafiła bez Ciebie żyć. Były takie, w których cieszyło mnie nawet to, że mnie brzydko nazywasz, źle traktujesz, cieszyło mnie to, bo po każdej burzy czułam, że uczucie jest silniejsze. Wiedziałam, że wrócimy nad tym do porządku dziennego. Bo na tym to polega. Nie zawsze jest i nie zawsze może być kolorowo. Są chwile słabości, zwątpienia, złości i rozżalenia. Ale sądziłam, że tkwimy w tym razem, po uszy. Że to nie dotyczy tylko mnie, że ja sama w tym nie jestem. Że nie robię z siebie kolejny raz kretynki. Cieszyło mnie Twoje szczęście, każdy uśmiech dodawał siły i wiary na nadchodzące sztormy. Przetrzymamy to. Tak sądziłam.
Były również momenty w których totalnie o mnie zapominałeś. Wiele ich było. Nie wiem, czy wstydziłeś się mnie, czy po prostu takie zachowanie weszło Ci w krew. Nie wiem, czy po prostu zasługiwałam sobie na ignorowanie moich potrzeb, starań, uczuć, moich odczuć, tego, co mam Ci do powiedzenia. Nie wiem. Bardzo możliwe, że nie byłam kimś dobrym. Dla Ciebie. Że jestem złą osobą, mogę czynić tylko zniszczenia, że sama w sobie jestem destrukcyjna, że nie zasługiwałam nawet na odrobinę szczerej czułości. Że serca nie mam, że jestem chora, popieprzona, że wszystko, co mówię i czuję jest złe, nieprawdziwe, nie mogłam tego czuć, bo to nie istniało. Może masz rację. Może nie zasługiwałam na nic. Może powinnam już zawsze być sama, bo nie potrafię w żaden sposób wyegzekwować dla siebie odrobiny miłości, od nikogo.
Dałeś mi dużo szczęścia, ale jeszcze więcej cierpienia.
Chciałabym, abyś zawsze już był zadowolony ze swojej decyzji, abyś na zawsze był szczęśliwy. Widocznie byłam po prostu przeszkodą, którą musiałeś pokonać w drodze do szczęścia. Życzę Ci dużo uśmiechu. Wiesz dobrze, jaki Twój uśmiech jest cudowny. Miłości Ci życzę. Ode mnie jej widocznie nie dostawałeś, skoro nie potrafiłeś jej oddać. Zrozumienia życzę. Jak najwięcej. Obyś nigdy już nie trafił na taką sukę. Na same dobre trafiaj. Zasługujesz na szczęście. Na wszystko, co najlepsze. I tego chcę dla Ciebie. Tego tylko pragnę. Może nawet nie dla Ciebie, dla siebie.
Dosyć roztkliwiania się, nie mogę sobie na to pozwolić. Zaczynam w życiu nowy etap. Wszystko na nowo, na czysto. Nie mogę się rozczulać nad tym, przez co tak cierpiałam. Kto powiedział, że nie można przestać kochać w jeden dzień? Grubo się mylił. Jak trzeba, to można. To wszystko można wtedy. Góry przenosić.
Have a nice day.
Droga nie była tak długa, jak się zdawało. Teraz już widzę, gdzie się skończyła.
wtorek, 21 lutego 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Bardzo chciałem, by bardzo bliska mi osoba tak napisała. Bardzo chciałem, by wylała swoje uczucia właśnie w taki sposób... jednak, teraz, gdy to czytam (i o ile Twoja była miłość jeszcze coś do Ciebie czuje) serce mi się kraja. Nigdy niechciałbym dosięgnąć widoku uczucia. Niektóre rzeczy chyba warto trzymać dla siebie. Przynajmniej, w moim przypadku.
OdpowiedzUsuńPodziwiam i pozdrawiam,
Życzę szczęścia na nowej drodze.
Glupi on i "gupia" ona.
OdpowiedzUsuńMoja byla milosc ma sie zapewne dobrze. Prosze, nie zamartwiaj sie o nia. Ja nie bylam miloscia mojej bylej milosci. Nie ma cierpienia. Na pewno wiec nie odczuwa tego tak, jak Ty. Po prostu nie bylam dostatecznie dobra. Nie-dziekuje! Zeby nie zapeszac! :)
OdpowiedzUsuń