Dziś humor pod psem. Może pod kotem, bardziej. Nie mam na nic sił, nie wiem, jak to będzie, co to będzie, w ogóle... achu...sobota, 20 marca 2010
'''
Dziś humor pod psem. Może pod kotem, bardziej. Nie mam na nic sił, nie wiem, jak to będzie, co to będzie, w ogóle... achu...wtorek, 9 marca 2010
JAAAA! Będę miała kociuszka, kociuszka, kociaaacha! Konkretniej kociucha Norweskiego Leśnego. Taka jestem szczęśliwa, że nawet nikt nie wie, oj nikt.
A tak generalnie, to mnie na swój sposób intrygujesz. Jesteś strasznie prymitywny, sprowadzasz wszystko do najprostszego niewerbalnego przekazu emocji. Nie, żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, bo nawet mnie to pociąga w Tobie. No i ten dodatek, mmm...
P.S. Mówiłam już, że moim fetyszem są męskie bródki?
poniedziałek, 8 marca 2010
...
Witam, czytelnicy. (ten zwrot tyczy się raczej tylko i wyłącznie ramek blogspota.)
Dziś Dzień Kobiet i z tego miejsca chcę Wam kobietki życzyć wszystkiego, co dla Was najlepsze. Nie umiem składać życzeń, no i tak jakoś wyszło. Zdziwił mnie dziś bardzo stopień zachamienia polskich facetów. Żaden nie przepuścił w drzwiach, tylko kilku spośród tylu złożyło życzenia i tak dalej, a nawet powiem szczerze- zdawało mi się, że wykazali się dziś jeszcze większym obskurantyzmem, niż na codzień. Może to tylko moje subiektywne odczucie, często zwracam uwagę na nawet najmniejsze anomalia w zachowaniu. Ale nie zmienia to przerażającego faktu, że te anomalia nie były odchylone w dobrą stronę. Doba nowoczesności, pupy, gęby i łydki, Gombrowicz znowu się nie mylił.
Tak poza tym, to wreszcie pozbyłam się brzemienia, które na mnie od dłuższego czasu spoczywało, mianowicie była to stojąca w miejscu znajomość. Na przyszłość będę wiedziała, że takie sprawy kończy się znacznie szybciej. Zbyt kulturalna ta notka. Zupełnie nie w moim stylu. Wynika to tylko i wyłącznie z tego, że ostatnio jestem spokojna, aż nadto. Ciekawe, na jak długo...
Dziś Dzień Kobiet i z tego miejsca chcę Wam kobietki życzyć wszystkiego, co dla Was najlepsze. Nie umiem składać życzeń, no i tak jakoś wyszło. Zdziwił mnie dziś bardzo stopień zachamienia polskich facetów. Żaden nie przepuścił w drzwiach, tylko kilku spośród tylu złożyło życzenia i tak dalej, a nawet powiem szczerze- zdawało mi się, że wykazali się dziś jeszcze większym obskurantyzmem, niż na codzień. Może to tylko moje subiektywne odczucie, często zwracam uwagę na nawet najmniejsze anomalia w zachowaniu. Ale nie zmienia to przerażającego faktu, że te anomalia nie były odchylone w dobrą stronę. Doba nowoczesności, pupy, gęby i łydki, Gombrowicz znowu się nie mylił.
Tak poza tym, to wreszcie pozbyłam się brzemienia, które na mnie od dłuższego czasu spoczywało, mianowicie była to stojąca w miejscu znajomość. Na przyszłość będę wiedziała, że takie sprawy kończy się znacznie szybciej. Zbyt kulturalna ta notka. Zupełnie nie w moim stylu. Wynika to tylko i wyłącznie z tego, że ostatnio jestem spokojna, aż nadto. Ciekawe, na jak długo...
niedziela, 7 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



