niedziela, 25 lipca 2010

...



Na zdjęciu śliczna Ania.



Bardzo chciałabym mieć przy sobie Twoje ciepłe dłonie, iskrzące oczy i rozpaplane usta, jednym oddechem budzące mnie do życia. Przez tyle nocy już zasypiam przy Tobie, do twarzy Ci ze mną. Całą noc liczę sekundy spędzone z Tobą, żeby nie uronić ani jednej. Przytulona do Twojej szyi opowiadam Ci, jak ciężko mi było, kiedy nie spałeś obok mnie, jak ciężko było znieść tą pustkę, którą każdy jeden próbował wypełnić, jak ciężko było za każdym razem słuchać, że... że nie jest Tobą, że ma inne imię, nazwisko, a przede wszystkim, że nie ma w sobie nawet kawałka Twojego serca. I całą noc nie śpię, żeby Cię nie stracić i całą noc nasłuchuję, czy ktoś przypadkiem nie chce mi Ciebie ukraść. I nie przysypiam nawet na chwilę, ale gdy rano wyrywam się z amoku- nie czuję na sobie Twojego dotyku, ani wzroku, ani oddechu nawet nie czuję. Lęk mnie ogarnia- poszedłeś, nie pożegnałeś się? Nie pocałowałeś we włosy, czoło i policzki? Gdzie poszedłeś? Co robisz? O czym myślisz? Z kim jesteś? Myślami, ciałem, cholera wie, czym jeszcze. Targa mną frustracja, gniew, irytacja. Taka jestem gnuśna, taka jestem nieznośna, jak mały dzieciak. Ale za chwilę coś każe mi się uspokoić. Przyjdziesz i tej nocy. Przychodzisz każdej, tylko po to, żeby mnie nad ranem opuścić. A więc budzę się, wstaję, idę do pracy i wracam- do pustego domu- do Ciebie. Kocham Cię, to już tak długo, za długo...